• Facebook
  • Twitter
  • Vimeo
zdjecie w tle4
Health & Environment Alliance – HealPolska.pl

Rtęć szkodzi ludziom i środowisku. Jednym z głównych źródeł jej emisji jest spalanie węgla – niestety w UE przodują w tym Niemcy i Polska

Polska i Niemcy odpowiadają za jedną trzecią emisji rtęci w Europie – donosi najnowszy raport Europejskiej Agencji Środowiska. Jednak gdy Niemcy opracowują plan odejścia od energetyki opartej na węglu, Polska zaczyna budowę bloku węglowego w Ostrołęce.

W wyniku spalania węgla do środowiska uwalnia się rtęć – jeden z najbardziej toksycznych pierwiastków. Przez tysiące lat krąży w powietrzu, opada na ziemię, do wody, przedostaje się do organizmów zwierząt i ludzi. Nie ulatnia się i nie rozkłada.

„Obecne poziomy rtęci w atmosferze są do 500 proc. wyższe niż poziomy naturalne. W oceanach jej stężenie sięga 200 proc. powyżej poziomów naturalnych” – donosi najnowszy raport European Environment Agency (EEA – Europejskiej Agencji Środowiska).

Tymczasem za jedną trzecią emisji rtęci w Europie odpowiadają dwa kraje – Polska oraz Niemcy – i ich przemysł węglowy.

Jak wynika z raportu, największym trucicielem w całej Europie jest elektrownia Bełchatów. Jest na pierwszym miejscu zarówno pod względem ilości emitowanej rtęci, jak i dwutlenku węgla oraz liczby przedwczesnych zgonów, do których przyczyniają się zanieczyszczenia. Według różnych wyliczeń elektrownia Bełchatów emituje rocznie do atmosfery od 2,8 do 4,2 ton rtęci. Przyczynia się też do 1,2 tys. przedwczesnych śmierci w Europie. Sama tylko elektrownia emituje więcej rtęci niż cały hiszpański przemysł. W europejskiej czołówce największych trucicieli są jeszcze bloki węglowe w Kozienicach i Rybniku.

Elektrownia w Janschwalde w Niemczech, która jest najbardziej toksyczna u naszych zachodnich sąsiadów, emituje czterokrotnie mniej rtęci (743 kg) niż Bełchatów.

W najbliższym czasie niemieckie elektrownie emisję zanieczyszczeń będą musiały znacząco ograniczyć. U naszych zachodnich sąsiadów trwają bowiem prace nad radykalnym planem odejścia od energetyki opartej na węglu. Przyjęto tam program redukcji emisji gazów cieplarnianych o 80-95 proc. do 2050 r. W 2020 r. Niemcy chcą osiągnąć zmniejszenie emisji o 40 proc. w stosunku do początku lat 90. XX w. i o 55 proc. do 2030 r. Planowane jest też zamknięcie wszystkich elektrowni atomowych do 2022 r. oraz rozwój energetyki (głównie) wiatrowej i zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) w miksie energetycznym do 65 proc. w 2030 r.

I choć elektrownie węglowe mocno sprzeciwiają się tym pomysłom, aktywiści, eksperci i politycy podkreślają, że bez radykalnych planów nie będzie możliwe osiągnięcie celów paryskiego porozumienia klimatycznego.

Rozmawiać o tym będą politycy z całego świata podczas grudniowego szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach, któremu przewodzi Polska. Tymczasem nie dość, że dane wskazują, że jesteśmy największym producentem rtęci w Europie, to właśnie zaczynamy budowę bloku węglowego w Ostrołęce. O inwestycji zdecydowało w poniedziałek walne zgromadzenie koncernu energetycznego Enea. Wcześniej zgodę na to wyraziła Energa, która ma 50 proc. udziałów w elektrowni. Budowa kosztować będzie 6 mld zł. Decyzja zapadła mimo wielu analiz mówiących, że inwestycja jest nieopłacalna i stanowi przeszkodę dla rozwoju OZE w Polsce.

Udział Polski w nowych mocach wiatrowych oddawanych do użytku w Unii Europejskiej wynosi obecnie... 0,18 proc. I choć z analiz think tanku Sandbag zajmującego się polityką klimatyczną wynika, że OZE staje się tańsze od węgla i gazu, Polska podwoiła niedawno import węgla z Rosji.

Wiceminister środowiska jest właśnie w Nowym Jorku i podczas Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych relacjonuje przygotowania do COP24 w Katowicach i opowiada o polskiej polityce klimatycznej.

źródło